Strona główna > Wyścig rowerowy > II Rowerowy wyścig po kremówki to już przeszłość (relacja, zdjęcia)

Facebook

Odwiedziny

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 

II Rowerowy wyścig po kremówki to już przeszłość (relacja, zdjęcia) Email
wtorek, 18 października 2011 10:06
IMG_0930W niedzielne popołudnie, przy pięknej, słonecznej pogodzie, choć w trochę niskiej temperaturze odbył się ten niezwykły rowerowy turniej. Niezwykły z wielu powodów: bo był to wyścig, bo były kremówki i bigos, bo było dużo uczestników i kibicujących, bo była trudna trasa, bo była serdeczna atmosfera. Zwyciężali najlepsi w różnych kategoriach wiekowych: gimnazjaliści, uczniowie szkół średnich i mężczyźni do lat 30, kobiety, mężczyźni powyżej 30 lat, przedszkolaki i na koniec dzieci ze szkoły podstawowej.

Najsympatyczniejszą grupę tworzyły przedszkolaki. Było ich tylko sześcioro, jeden maluch jechał na rowerku z czterema kółkami. Przejechał całą trasę, przyjechał ostatni, ale dostał największe brawa. Widok maluchów był wzruszający, tacy mali, jeszcze nieporadni, ale pełni zapału, w sportowym stylu rywalizowali ze sobą. W nagrodę wszyscy dostali jednakowe prezenty, bo choć przyjechali w różnej kolejności, to wszyscy byli zwycięzcami.

 

Chłodne powietrze tego dnia dawało się uczestnikom we znaki, najbardziej ucierpiały gardła z trudem chwytające powietrze w płuca zwłaszcza podczas podjazdu pod górę na ulicy Gościńczyk. Nogi zaś były jak z „waty” po trudach ścigania się i z emocji, bo jednak była ostra rywalizacja. Kibice pomagali dopingując swoich bliskich, przyjaciół, znajomych. Wśród nich był ks. proboszcz, Henryk Olech, który swoim ojcowskim okiem spoglądał z radością na wszystkich, którzy pojawili się tego popołudnia na ulicy Skowieszyńskiej, bo tam był start i meta.

 

Każdy uczestnik konkursu dla pokrzepienia sił i dla uzupełnienia straconych kalorii dostał „kremówkę”, naprawdę pyszną. Ks. Jacek Jakubiec może to potwierdzić, bo pierwszy jej skosztował, chociaż się nie ścigał. Chyba chciał dać dobry przykład startującym i wzmocnić ich motywację.

 

Po zakończeniu wyścigu, dla zwycięzców były nagrody: puchary oraz różne akcesoria rowerowe, a także za zajęcie I miejsca – dodatkowo – litrowy słój naturalnego miodu. Nagrody wręczali: ks. Karol, ks. Jacek oraz Przewodniczący Rady Miasta pan Zbigniew Śliwiński. Zanim jednak zwycięzcy konkursu stanęli na podium, najpierw na nim stanęli ks. Karol i ks. Jacek. Dostali gromkie brawa. I słusznie. Bo to ich zasługa, że ten turniej się odbył, to dzięki ich pracy, zaangażowaniu, chęciom. Organizacja takiego przedsięwzięcia nie jest ani łatwa, ani prosta. Im się udało, i to już po raz drugi. Oby jak najdłużej mieli tak dużo siły, zapału do pracy, aby na ich drodze pojawiali się ludzie niosący pomoc (tak jak członkowie Stowarzyszenia „Rodzina”), aby było wielu ludzi, którzy będą się za nich modlić. Tego życzę im osobiście i myślę, że do życzeń przyłączą się wszyscy Ci, którzy byli w tę niedzielę na tym wyścigu.

Ania Różycka