Strona główna > Spotkali się z nami > Marcin Styczeń > "W poszukiwaniu Boga ukrytego"

Facebook

Odwiedziny

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 

"W poszukiwaniu Boga ukrytego" Email
poniedziałek, 14 września 2009 13:39

Marcin Styczeń / Fot. Radosław Świątkowski i Patryk HejdukPierwszy był zespół "Forte". Jak się zaczęła ta przygoda i dlaczego się skończyła?

Zespół "Forte" powstał, gdy miałem 16 lat, w moim rodzinnym mieście, Olkuszu. Stworzenie zespołu było moim wielkim marzeniem, odkąd zacząłem śpiewać i grać na gitarze. Udało mi się zebrać najlepszych muzyków, którzy wcześniej grali różną muzykę: rock, metal, jazz, ale ze mną zaczęli grać piosenkę poetycką. Występowaliśmy w całym kraju, wygraliśmy wiele konkursów i festiwali. Niestety mimo tego, że nazywano nas „zjawiskiem”, wówczas nikt nam nie pomógł i nie wydaliśmy żadnej płyty, chociaż mogły powstać dwie. Zespół się rozpadł, kiedy zacząłem studiować w Warszawie i na dłuższą metę nie dało się już pracować. Jednak bez zespołu "Forte" nie byłbym dzisiaj tym, kim jestem.

Dlaczego poezja? Czy pierwsze piosenki różniły się atmosferą od „Pieśni o Bogu ukrytym”?

Z wielkim sentymentem wspominam swoje pierwsze piosenki, trudno mi je porównać do tego co robię dzisiaj. Na pewno łączy je od strony muzycznej podobna pulsacja i melodyka, a od strony tekstowej poezja, którą rozumiem jako wrażliwość wyrażoną słowami. Od samego początku gram, co mi w duszy gra i nie zważam na to, czy jest to popularne czy nie. Znajduję swoich słuchaczy, bo swój swojego zawsze znajdzie.

Gdybyś miał powiedzieć, która myśl Jana Pawła II jest Ci najbliższa, to byłoby to:

Dopiero po latach zdałem sobie sprawę, że kiedy się rodziłem 22. października 1978 roku, Jan Paweł II inaugurował swój pontyfikat słowami: „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi”.

Czy po niemal dwóch latach od śmierci Papieża inaczej patrzysz na tzw. pokolenie JP2, jakie było lansowane w mediach? Uważasz, że ono istnieje? Czym jest?

Nie zastanawiam się zbytnio nad Pokoleniem JP2. Ale widzę, że jest wielu młodych ludzi, dla których Jan Paweł II był niekwestionowanym autorytetem. Dla mnie ci ludzie nie muszą tworzyć jakiś zamkniętych wspólnot czy stowarzyszeń. Istotą chrześcijaństwa jest to, żeby dawać świadectwo w swoim miejscu pracy, w swoim naturalnym środowisku. Nie trzeba wielkich rzeczy, wystarczy otworzyć się z miłością na drugiego człowieka.

W jednym z wywiadów mówisz o przełomie, jaki dokonał się w Twoim życiu. Czy teraz już wiesz, co będziesz robił w życiu, czy jest możliwy kolejny zwrot?

Ten przełom nazwałbym raczej procesem duchowym, który rozpoczął się terapią. Dzięki niej mogłem sobie zadać wiele pytań: Kim jestem? Po co jestem? Sens jaki tego wszystkiego? Terapia po pierwsze przywróciła mnie rodzinie, w tym sensie, że naprawiłem relacje ze swoimi rodzicami i siostrą. Po drugie otworzyła mnie na Boga. Poczułem, że bez Niego trudno znaleźć sens i iść przez życie. Po wielu latach wróciłem do kościoła. Decydującym momentem stała się śmierć Jana Pawła II. Jak to się wszystko zakończy? Co będę robił przez całe życie? Nie wiem. Ale nie boję się zmian. Mam nadzieję, że założę w końcu rodzinę. Chcę też nagrać przynajmniej dwie płyty. Pierwszą w większości złożoną z piosenek, które napisałem przed płytą „Pieśń o Bogu ukrytym”, drugą do wierszy Ernesta Brylla. Czy ty się uda? Wszystko w rękach Boga.

Co jest najważniejsze?

Najważniejsza jest miłość. Ale nie chcę się w tej materii wymądrzać, bo swojej rodziny jeszcze nie założyłem. W rodzinie miłość najpełniej się wyraża, bo łączy się z odpowiedzialnością za drugiego człowieka i z rezygnacją z siebie. Nic bez niej, wszystko dzięki niej.

Czerpiesz natchnienie z wnętrza, czy z ludzi?

Na początkowym etapie twórczym pracuję sam. Nie potrafię napisać piosenki, gdy ktoś mnie słucha, potrzebuję samotności. Natomiast potem moi muzycy są niezbędni, bez ich talentów muzycznych piosenki nie miałyby takiego kształtu jak na płycie „Pieśń o Bogu ukrytym”. Zawsze pracuję z muzykami lepszymi od siebie. W całym zespole tylko ja jestem samoukiem, reszta to zawodowcy.

A gdyby tak w końcu pokochać bez granic
Życia się nie bać, sukces mieć za nic
A gdyby tak w końcu dać światu odetchnąć
Pójść swoją drogą i poczuć się lekko

Czy uważasz, że to jest dziś możliwe? Czy ludzie, którzy mają sukces za nic, mogą być kim innym, niż nieudacznikiem?

W piosence 21 gramów, a dokładniej w trzeciej zwrotce tej piosenki polemizuję ze współczesnym pojęciem „sukcesu”. Bo co to dzisiaj znaczy „sukces”? Kariera, pozycja, status, popularność, pieniądze, dobry samochód, mieszkanie, wakacje na Seszelach? Co jeszcze trzeba mieć, co trzeba zdobyć, żeby móc powiedzieć „osiągnąłem sukces”? Czy to na pewno czyni nas szczęśliwymi?

Ból tak jak wszystko kiedyś się kończy – czy miałeś wiele bolesnych chwil w życiu? Jakie jest na to lekarstwo?

Oczywiście, że miałem, jak każdy. Nie da się przejść przez życie i nie cierpieć. Cierpienie jest wpisane w nasze życie. Mędrcy mawiają, że jak nas już nic nie boli, to znaczy, że się umarło. Trzeba jednak oddzielić cierpienie od naszego stosunku do cierpienia. I tutaj możliwe są trzy zasadnicze postawy. Pierwsza to odrzucenie swojego cierpienia albo usilna próba zabicia go. Druga to cierpiętnictwo – kiedy cierpienie staje się centrum naszego życia i nic innego się nie liczy. Te dwie postawy prowadzą donikąd, bo tak naprawdę potęgują cierpienie. I wreszcie trzecia postawa, to przyjęcie cierpienia z pokorą, przeżycie go i wyciągnięcie z niego pożytku, znalezienie w nim sensu. Można by zapytać, co Chrystus ukrzyżowany mówi do mnie. Czy on mówi: nie chcę tego cierpienia? Czy on mówi: zobacz jak cierpię? Nie. On mówi: zobacz jak cię kocham.
Ostatnio oglądałem film dokumentalny „Wielka cisza” o zakonie kartuzów w szwajcarskich Alpach (gorąco polecam). Pojawia się w nim stary niewidomy mnich, który mówi o tym, że wszystko, co dostajemy w życiu jest potrzebne i dobre dla naszej duszy. Niewiarygodne jest, kiedy mnich mówi, że on każdego dnia dziękuje Bogu za swą ślepotę, bo wie, że ona jest dobra dla jego duszy. Ilu z nas jest w stanie w ten sposób patrzyć na swoją chorobę i całe cierpienie, które nas spotyka w życiu?

Twój wiersz Technoparty wyraża niechęć do świata takiego, jakim dziś często jest, wydaje mi się. Czy nie ma lekarstwa na to, żeby ten świat zmienić?


na początku widziałem tylko
falujący bezosobowy tłum
skaczący w tempie dwóch uderzeń na sekundę
ale nagle w stroboskopowym świetle
jak klatka po klatce
przed oczami zaczęły mi przeskakiwać
ręce biusty brzuchy pośladki
krzyczały patrz podziwiaj pożądaj
patrzyłem
podziwiałem
pożądałem
zostałem uwiedziony
przez narcystyczną osobowość naszych czasów

Ten wiersz nie jest wyrazem niechęci wobec tego świata, jest raczej jego opisem. Kultura masowa chce nam między innymi wmówić, że wartość człowieka zależy od jego wyglądu. Chcesz być cool, musisz nosić takie ciuchy, używać takich kosmetyków, zachowywać się w taki sposób. Człowiek, który w to uwierzy, staje się niewolnikiem. Wierzy, że te wszystkie rzeczy dadzą mu spełnienie, a to jest iluzja. Kultura masowa żyje z kreowania sztucznych potrzeb i wmawia nam, że one są naszymi prawdziwymi potrzebami. Zrozumienie tego jest kluczem do przebudzenia. Nie chodzi mi o to, żeby walczyć z jakimś Matrixem, ale o to, żeby zrozumieć, że Matrix jest w mojej głowie. Żeby potrafić w sytuacjach, w których pojawiają się w nas pożądanie, zazdrość, pycha, zdystansować się i zobaczyć, co za tym stoi. Na ogół chodzi o brak poczucia własnej wartości, a bardziej ogólnie o wielki głód miłości. Tylko że tego głodu nie zaspokoi się rzeczami materialnymi, pieniędzmi, podziwem, poklaskiem czy seksem. Jedyna droga to powrót do „źródła pod prąd”. Tam przy „źródle z wiecznie żywą wodą” można się spotkać z drugim człowiekiem.

Na Twojej stronie internetowej można znaleźć esej o śmierci. Jak możemy przestać się jej bać?


Podobno ten, kto prawdziwie wierzy i kocha, nie boi się śmierci. Jeśli się boimy to znaczy, że nie dość wierzymy i kochamy.

Czy byłeś kiedyś na rekolekcjach, które wiele w Tobie zmieniły, wpłynęły jakoś zasadniczo na Twoje decyzje?

W tej chwili rozpocząłem rekolekcje w kościele św. Anny i mocno poruszyły mnie słowa księdza o „Pesach”, co znaczy dokładnie „przeszedł”. To słowo odnosi się do Boga. My bardzo często wyobrażamy sobie Boga jako kogoś oddalonego od nas, siedzącego na chmurce i patrzącego na nasze życie z oddali. A Bóg jest tym, który przeszedł ze śmierci do życia. I przechodzi także przez nasze życie, tylko nie potrafimy lub nie chcemy tego dostrzec.
A teraz kilka szybkich pytań:

Dziennikarz powinien być.... przede wszystkim uczciwy i kompetentny.

Na jakich instrumentach grasz? Na głosie i na gitarze, czasami jeszcze na nerwach...

Twój muzyczny autorytet?

Największe piętno odcisnęli na mnie artyści tacy jak Krzysztof Myszkowski (Stare Dobre Małżeństwo), Adam Nowak (Raz, dwa, trzy), Mirosław Czyżykiewicz, Mariusz Lubomski. Generalnie wielcy artyści piosenki poetyckiej, wśród których nie mogę pominąć Marka Grechuty i Jacka Kaczmarskiego. Ze światowych artystów najwyżej cenię Stinga i Claptona.

Czy uważasz, że się przepracowujesz? Czy masz czas dla siebie?
Odkąd prowadzę własną firmę widzę, że pracuje więcej, niż kiedy byłem na etacie w radiu. Staram się jednak nie dać zwariować i znajduję czas dla przyjaciół, na basen, tai chi czy spacer. Ale bywa i tak, że doba jest za krótka.

Masz wielu przyjaciół?
Raczej niewielu i nie wydaje mi się, że można mieć ich wielu. Przyjaciel to ktoś zaufany, ktoś bardzo bliski. Czy można być blisko ze wszystkimi ludźmi? Jeśli tak, to zazdroszczę takim osobom. Ja tego nie potrafię. Ciekawe, że Karol Wojtyła w jednym z wierszy, który śpiewam, przyjacielem nazwał Boga..

Twoje motto życiowe?

Trudno mi powiedzieć. Może słowa Bolesława Leśmiana z wiersza „Szewczyk”:
„W szyciu nic nie ma oprócz szycia
Więc szyjmy póki starczy siły
W życiu nic nie ma oprócz życia
Więc żyjmy aż po kres mogiły”.

Źródło: Portal www.duchowy.pl
Tytuł: "W poszukiwaniu Boga ukrytego"
Autor: Magdalena Jakubczak